Stowarzyszenie Straż Ochrony Przyrody i Praw Zwierząt

Menu PL

pies-dzikujcy.jpg

       Ósmy listopada 2017 roku- otrzymujemy zgłoszenie o psie, który miał został opuszczony przez właścicieli. Jedziemy do jednej z wsi na terenie gminy Dąbrówno, aby sprawdzić na miejscu, co się wydarzyło.
     Stwierdzamy, że właściciele suni nie zmienili miejsca pobytu. Okazuje się jednak, że sunia- Sara przebywa w skandalicznych warunkach. Buda psa jest nieocieplona, przestrzeń życiową Sary wyznacza około metrowy łańcuch i… kałuże dookoła. Przed budą jest garnek z wodą o ciemnym zabarwieniu, której jakość pozostawia wiele do życzenia. Brakuje garnka z jedzeniem. Co jest najgorsze, okazuje się, że Sara jest chora. Strażnik stwierdza guzy znacznych rozmiarów na listwie mlecznej. W obecności właścicielki konsultuje się z lekarzem weterynarii, który zaleca jak najszybszą operację suni z uwagi na zagrożenie jej życia. Właścicielka Sary zobowiązuje się do rozmowy na temat operacji w następnym dniu z lekarzem weterynarii w pobliżu jej miejsca zamieszkania.
     Niestety, nie czyni tego. Zaczynają się uniki, tłumaczenia, mijanie się z prawdą, zapewnienia, typu że pies ma już trzymetrowej długości łańcuch.
     W końcu udaje się przekonać właścicielkę Sary i umówiony zostaje termin operacji. Około półtorej godziny przed zabiegiem, strażnik wykonuje telefon do właścicielki psa, która zapewnia, że pojawi się z psem na operacji. Okazuje się jednak, że lekarze czekają, a pani z Sarą się nie pojawia.
     Kolejne rozmowy, negocjacje niczego nie wnoszą. W związku z powyższym występujemy do Wójta Gminy Dąbrówno z prośbą o wydanie decyzji administracyjnej dotyczącej czasowego odebrania psa z uwagi na zagrożenie życia. Na mocy decyzji Wójta Gminy Dąbrówno, w obecności sołtysa, Sara zostaje odebrana właścicielom. Trzy dni później trafia na stół operacyjny. Okazuje się, że po ciele psa chodzą ogromnej wielkości pchły. Sara ma przepuklinę i guzy na listwie mlecznej. Oprócz zabiegów które ratują jej życie, zostaje przeprowadzony zabieg sterylizacji. Operacja jest rozległa i skomplikowana. Sara dzięki Cudownej Pani Danusi trafia na ponad trzy tygodnie do domu tymczasowego, gdzie powoli dochodzi do siebie, otoczona troskliwą opieką. Okazuje się bardzo mądrym psem, szybko się socjalizuje, uczy nowego życia. Niestety Sarę czeka jeszcze jeden zabieg.

 


    Sierść Sary była niesamowicie brudna. Pani Danusia funduje Sarze pobyt w psim SPA, gdzie jej skóra i sierść zostają profesjonalne umyte. Sara po powrocie z zabiegów zaczyna się uśmiechać. Chyba pierwszy raz w życiu nic jej nie swędzi.
Pani Danusiu dziękujemy pięknie za opiekę nas Sarą, za Serce, które przed nią Pani otworzyła. Dziękujemy Pan Doktor Ewie Wojciechowskiej, bo Pani oddanie i profesjonalizm uratowały Sarze życie.
Dziś Sara wygląda i czuje się już zupełnie inaczej. Cieszy się wolnością, zaprzyjaźnia się ze swoimi kolegami w przytulisku.
  
     Ustalamy, że oprócz Sary jej właściciele przez jakiś czas, trzymali w domu sunię – szczeniaka. Szczęście psiego dziecka nie trwało jednak długo. Nie wiemy z jakich powodów, ale… sunia z domu, tuż przed zimą, trafia do … metalowej beczki na… metrowy łańcuch. Nasza interwencja w nowym miejscu pobytu suni powoduje, że w ciągu kilkunastu godzin „mieszkanie” psa – beczka, zmienia się w budę, a metrowy łańcuch, zostaje wydłużony do przepisowych trzech metrów. Przed budą psiego dziecka pojawiają się też czyste naczynia.

 

 

    W marcu 2018 roku Sara przechodzi jeszcze jeszcze jedną operację. Tym razem zostaje jej amputowany ogon.

    Dziś Sara czuje się dobrze. Patrząc na nią, nie widać, że przeszła aż dwie operacje i uciekła śmierci. Zakumplowała się z Ciapkiem, swoim przytuliskowym kolegą. Jedzą z jednej miski, wymieniają się budami, razem chodzą na spacery. Cudownie byłoby, gdyby te zaprzyjaźnione ze sobą psiaki trafiły do jednego domu, bo są ze sobą bardzo zżyte.